Polacy na wakacjach

Autor: | Komentarze: 5 komentarzy | Data publikacji: 2011/05/02

Czasem mam wrażenie, że my, jako Polacy jesteśmy bardzo specyficzną grupą urlopowiczów. Podczas każdego zagranicznego wyjazdu spotykam się ze śmiesznymi a czasem nawet żenującymi sytuacjami, których uczestnikami są nasi rodacy. Przykład? proszę bardzo, będzie nawet kilka :)

Lotnisko w Stambule, kolejka do kontroli bagażu podręcznego, a w niej dziesiątki osób. Kolejka się nie posuwa dalej bo… podróżna kłóci się z obsługą lotniska twierdząc, że ona butów do kontroli zdejmować nie musi. Oczywiście każdy może mieć swoje poglądy, problem w tym, że podróżna kłóciła się w swoim ojczystym języku a obsługa lotniska nie znała nawet jednego słowa po polsku.

Jak już jesteśmy przy barierach językowych, przypomniała mi się historia z chorwackiej knajpki, w której grupka Polaków chciała zamówić obiad. Siedząc obok, chcąc nie chcąc wszystko słyszałem. Zaczęło się tradycyjnie od zamawiania piwa:
[turysta] – Piwo i juice
[kelner] – Piwo? What kind of juice?
[turysta] – No beer i juice. together
[kelner] – eeee?
[turysta] – mix!
Radość z powodu znalezienia słowa-klucza „mix” szybko przerodziła się w złość po pierwszym łyku piwa. Tekstu „k….wa, kompot zrobiłeś?” kelner oczywiście nie zrozumiał ;)
Po piwie przyszło do zamawiania obiadu, najbardziej obrotny z grupki zaczął zbierać zamówienie od reszty znajomych a później przekazał je kelnerowi. Poszło nawet szybko, prawie wszyscy zamawiali kurczaka z frytkami więc wystarczyło krótkie zdanie: „chicken i frytki” i pokazanie czterech palców. Problem pojawił się przy ostatniej z turystek:
[turystka] – to ja wezmę… krewetki
[turysta] – krewetki? jak ja mu k…..wa powiem że chcesz krewetki?!
[turysta do kelnera] – i raz krewetki
[kelner] – krewetki? sorry, I don’t understand
[turysta] – KRE-WE-TKI
[kelner] – ???
[turysta] – no nie rozumiesz? no krewetki, kalmary, kraby
[kelner] – ???
[turysta] – no dobra, chicken i frytki

:) :) :)

To tyle o problemach komunikacyjnych, teraz może coś o zakazach, przecież wiadomo, że te za granicą nas nie dotyczą :)

Podziemia Watykanu, grób Papieża, wszędzie informacje o zakazie fotografowania, Straż Papieska pilnująca przestrzegania zakazu. Nagle głos z tyłu: „Ty go zagadaj a ja zrobię zdjęcie spod kurtki”.

Chorwacja, Park Narodowy Jeziora Plitwickie, wszędzie zakazy kąpieli. Podchodzimy do jednego z jezior a tam kąpiąca się rodzinka i tekst: „Krystyna rób zdjęcia, ale zimna woda!” :)

Oczywiście sam również nie jestem bez winy i kilka małych grzeszków na sumieniu mam. Teraz po latach mnie to śmieszy ale kiedyś jadąc przez jedną z chorwackich miejscowości wkurzyłem się na kolesia na skuterze, który zajechał mi drogę i musiałem ostro hamować. Wcisnąłem klakson, otworzyłem okno, wystawiłem głowę i przez 30 sekund kląłem w języku Mickiewicza, dokładnie tłumacząc co bym z nim zrobił i gdzie mu wsadził skuter… Nie jestem z tego dumny, no ale cóż…

A Wy macie jakieś ciekawe historyjki z podróży?

Kategoria: Wokół podróży


Komentarze (5)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. rina napisał(a):

    Rzeczywiście Polacy wyróżniają się z tłumów. Moje nieszczęście polega na spotykaniu się z rodakami w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach: ktoś się awanturuje, krzyczy, przeklina — szybko orientuję się, że to „swojak”…
    Moje zagraniczne wpadki nie są zbyt spektakularne, ale zdarzyło mi w Londynie, w Camdentown zamówić pizzę o rozmiarze 14 inches tylko dla siebie. Kucharz spojrzał się na mnie ze zdziwieniem, bo nie wyglądam na pożeracza gigantycznych dań. Oczywiście nieporozumienie polegało na tym, że myślałam w centymetrach.
    Na szczęście pizza była pyszna i świeża! Także na przyszłość — polecam jedzenie na Camden Market. :)

    • przemek napisał(a):

      Pizza 14 cali? akurat na taką mam teraz ochotę :)

      Przypomniała mi się sytuacja z Paryża. Zwiedzałem okolice Wieży Eiffla, które opanowali ciemnoskórzy sprzedawcy małych wieżyczek-breloczków i w pewnym momencie usłyszałem krzyki. Kłócił się Polak z kilkoma murzynami targując się o jedno euro :) sprzedawca w końcu skapitulował mówiąc „haraszo, haraszo” :)

  2. re napisał(a):

    Mieszkając przez parę lat w Portugalii raczej nie miałem zbyt częstej styczności z naszymi rodakami-turystami.
    Jeśli już się zdarzało, to miałem wrażenie że momentami przypominali nieco Niemców – narzekali, że Lizbona brudna, że ciągle pod górkę trzeba chodzić i takie tam …
    Moi znajomi, którzy oprowadzali zorganizowane grupy turystów z Polski często mówili, że jesteśmy krajem malkontentów – szukającymi zawsze dziury w całym lol

  3. Dwa Koty napisał(a):

    Taaaa… rodacy za granica… Az sie cieplo na sercu robi…

    Tutaj scena przed wypozyczalnia samochodow w Nikko:
    – No co ona, k*rwa mowi ze polskie prawko jest „no good”. Przeciez, k*rwa, miedzynarodowe mam.
    Pani w wypozyczalni, po angielsku, powoli, jak do ciolka:
    – Japonia niestety nie uznaje polskiego miedzynarodowego prawa jazdy, bardzo mi przykro.
    Pan turysta zaczyna sie klocic, ze k*rwa ta Japonia to tamto i owamto. Na szczescie glownie po polsku, wiec pani z wypozyczalni nie zrozumiala.

    Zagadalam, wyjasnilam polskiej grupce sytuacje, troche ich zatkalo, bo sie nie spodziewali, ze rodaczke po drodze spotkaja. Powiedzieli mi ze Finnair mial promocje do Japonii, a ze w Egipcie pierdyklo, wiec sobie na wakacje do Azji postanowili pojechac. I narzekali, ze zimno, bo przeciez w Azji ma byc cieplo. LOL!

  4. Tomek napisał(a):

    szok czytając historie o zachowaniach Polaków w Stambule i na lotnisku. Kojarzy mi się to z wiedza niektórych Amerykanów, myślących ze Ameryka jest jedynym krajem.
    ja pamiętam jedna sytuacje o zachowaniu Francuzów. jesteśmy w Lyon w głównym muzeum sztuki współczesnej. Centrum miasta, ogromny budynek. Spotykamy panią z informacji i grzecznie pytamy po angielsku o malarzy. A pani udaje ze nie rozumie angielskiego, tylko francuski.

Zostaw komentarz